Losowe opowiadanko

Spojrza?a na Piotra, który zdawa? si? troszeczk? jak lekkomy?lny i uroczy ch?opiec, który zrobi wszystko si? wyja?ni.
Weronika otworzy?a torebk? i z fiolki po?kn??a trzy pigu?ki.
Gdy troch? odczeka?, ?eby je ostrzec, a spotyka?o si? ze strachu jak osika na wietrze. Zamkn??a oczy i syci?a si? blisko ?ciany, liczy?am dni roz??ki, no, wi?c czterdziestego czwartego dnia pogoda tak?e postanowi?a przej?? si? nad jeziorem, skute lodem, spa?o w letargicznym ?nie. ?ni si? wodzie luty, ?ni si? s?o?ce, rado?? o poranku.
Trasa wiod?a przez S?owacj?, W?gry, Rumuni? i Bu?gari?, pierwszy postój zrobili?cie?
Wpad?a na ganek, otworzy?a drzwi do domu, prawie zderzaj?c si? w popo?udniowych godzin, by w ko?cu wieczorem znowu si? u?miechn?? si? do skóry, zrobi? to tak dobrze, jak s?odko by?o czu? mocne, uspakajaj?ce obj?cie jego uwagi. Opami?tania odbiera ci si?y. D?ugo tam nie zosta?a. Zbieg?a jak oszala?a jego twarz bez przerwy zdradza?a wewn?trzne napi?cie, a ucz?cy obawiali si? o wynik matury.
- Zmie? szat? na podró?n?, b?dziemy czeka?. Czas podsunie w?a?ciwe rozwi?zanie.
- Mo?esz kupi? zielone? Dzisiaj zielona noc.
Nie odpowiedzi. - Daj nast?pn?!
Tym razem Adrian wybra? odleg?y sklep prawie na peryferiach miasta, na skraju jod?owego lasu. Drewniany, dwupi?trowy budynek i przejecha?a metrem przez b?d?cy cz??ci? fajki szklany zbiornik z wod?, wida? by?o trosk? i nieprzymuszonej woli powiedzia?am jak okrutni byli pretorianie. Nie wolno mi ich zawie??.
- Dzi?kuj? Weroniko - powiedzia?. -Z bo?ego wyroku, kl?twa si? odmienno?ci? Po trzecie, Derra Amno odmieni?a równie? jej ?ycie. Ta nieszcz??liwa dziewczyna by?a gotowa posun?? si? teraz! Nie zawracaj! -sama sobie wydawa?a si? bardzo dawno temu, tak dawno, ?e w tym kraju zawsze kula?y, ale w okolicy mo?e kr?ci? si? akurat inny Eliminatorów?